Warning: file_get_contents(http://hydra17.nazwa.pl/linker/paczki/amoris.do-godny.katowice.pl.txt): failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found in /home/server154327/ftp/paka.php on line 5
kować ją, żeby

piwa. Quincy rozglądał się po pokoju, jakby dopiero teraz zdał sobie sprawę z intymności

dłoń. – Zaufaj mi.
szkocką Hayes męczył się z pierwszą sake.
wybierze się do szkoły, w której uczy Tally White. O ile pamiętał, Tally i Jennifer
Światło się zmieniło i wizja zniknęła. A może był to tylko wytwór jej wyobraźni...
Lubił dziennikarzy, to fakt, ale nie powie zbyt dużo. Odeśle Joannę Quince do rzecznika
Zbliżając się do autostrady, rzucam komórkę na fotel pasażera i uchylam okno. Tak,
miała wrażenie, że na jej piersi zaciska się żelazna obręcz. Nie miała już wizji, nie widziała
Ale to nie trzask kadłuba, to co innego. Krzyki?
słuchawek.
– Co? Zniszczyłaś album? – Jej oczy rozszerzyły się z przerażenia. – Nie! Jak mogłaś! –
San Juan Capistrano, pomyślał. Przypomniał sobie legendę i swoją wyprawę do tego
Zbliżając się do starego domu, zwolniła. Trzy poziomy, dwa pierwsze z werandami i
No dobra, stwarza coraz więcej problemów. Gdyby tylko porzuciła tę grę pozorów, pogodziła się z rodziną. Wszystko byłoby prostsze. Ale to się nigdy nie stanie. Nigdy. Spróbowała zadzwonić do siostry, ale odezwała się tylko cholerna sekretarka automatyczna. Tym razem Caitlyn nawet nie zostawiła wiadomości. Po co Kelly miałaby kraść jej rzeczy? Szminkę? Ulubionego pluszaka Jamie? To nie miało sensu, chyba że... chyba że Kelly próbowała namieszać jej w głowie... ale dlaczego? Bo zabiła Josha i chce cię wrobić, chce, żeby wyglądało, że łamiesz się i... - Nie! Caitlyn nie chciała w to uwierzyć. Zbiegła po schodach. Zapaliła światło w kuchni. Na blacie stały dwa puste kieliszki po martini i otwarty słoik oliwek. Zamarła na progu. Przeszedł ją dreszcz. Nie pamięta, żeby piła z Kelly. Nie piłaś. Spałaś. Ale przecież rozmawiała z detektywem Reedem. Przed czy po Kelly? O Boże. Opadła na stojące w kącie krzesło. Oskar patrzył na nią pytająco i walił ogonem o podłogę. - Ona musi z tym skończyć! - Caitlyn pochyliła się i niemal bezwiednie i podrapała psa za uszami. - Musi. Ale sama, z własnej woli, nigdy tego nie zrobi. Zbyt dobrze się bawi. Od tamtego wypadku cały czas się świetnie bawi. Ale dość tego. Ktoś ją musi powstrzymać. Tym kimś będziesz ty. - Nie mogę - jęknęła Caitlyn. - Po prostu nie mogę! Jej własne życie rozpadało się na kawałki. Wszystko się waliło. Dopadła ją klątwa Montgomerych, rodzinny obłęd, przed którym nie było ucieczki. Spanikowana, roztrzęsiona, ukryła twarz w dłoniach. Na miłość boską, nie załamuj się. Nie teraz! Podskoczyła na dzwonek telefonu. Cholerni dziennikarze! Zerwała się i chwyciła za słuchawkę, zanim rozległ się drugi dzwonek. - Halo? - warknęła. - Caitlyn? - Głos Adama był łudząco bliski. Do oczu napłynęły jej łzy, odetchnęła z ulgą. Tego właśnie potrzebowała. Więc czemu na dźwięk jego głosu chciało jej się płakać? - Cześć - wykrztusiła niewyraźnie, powstrzymując łzy. - Dobrze się czujesz? Nie! Niedobrze. I nigdy nie będę się dobrze czuła. Kto jak kto, ale ty powinieneś to wiedzieć! Przycisnęła słuchawkę do ucha, osunęła się wzdłuż szafki i usiadła na podłodze. - Dowiedziałem się o twojej mamie - powiedział. - Bardzo mi przykro. - Mnie też - przyznała. - Pomyślałem, że chciałabyś porozmawiać. - Tak. Chcę. - Skinęła głową, choć nie mógł tego zobaczyć. Musiała się z nim spotkać, dotknąć go, poczuć, że ma w nim oparcie. Że może mu zaufać. Zaufać? Odbiło ci? Facetowi, który wciska swoje wizytówki na pogrzebie? Psychologowi, który szuka klientów na cmentarzu? Daj spokój, Caitie-Did, to głupota. Chcesz go zobaczyć, bo masz na niego ochotę, i tyle. W głowie rozbrzmiewał jej głos Kelly. Ostatnio siostra odgrywała jednocześnie rolę sumienia i kata.
powodu, by uwierzyć, że Jennifer żyje.

Owszem, tam coś się działo. Tutaj po prostu nic. Glenda siedziała na

zawsze przyciągają uwagę mediów i przerażonej opinii publicznej. Dziennikarze nie dawali
informacje, które ci przesłałem, srebrny wóz, tablice rejestracyjne. Ktoś mnie wrabia,
– Twierdzisz, że skoczyła stamtąd? – Hayes wskazał platformę jakieś piętnaście metrów

Rozdział 28

pocałował ją w policzek.
– Najpierw Mann. Potem Vander Zanden.
- Dawno wstaliście?

– No cóż, rozważam to. Skoro tak za mną tęsknisz...

słucha. Jedynka, dwójka, trójka, aż po czerwoną kreskę. Turbodoładowanie
wejść do tej sali. Odegrali dla ciebie małe przedstawienie, które zmusiło cię do pociągnięcia
Przez pierwsze pół minuty mierzyli się wzrokiem. Żaden z nich nie chciał